sobota, 18 października 2014

Let's go to London!

Jakieś 2 tygodnie po Maladze, pod koniec sierpnia wybrałam się do Londynu, muszę przyznać że uwielbiam Londyn, angielską kulturę, akcent, aż herbata się sama zaparza w czajniczku :-) Chciałabym tam kiedyś zamieszkać na jakiś czas ale mając do wyboru Anglia czy Hiszpania jednak wygrywa moja miłość do słońca i dobrej pogody.
Do Londynu wybrałam się dość późnym lotem z Pescary więc w końcu mogłam zobaczyć panoramę Pescary nocą z pozycji pasażera (czyli zrobić mnóstwo zdjęć :) )



Następnego dnia wybraliśmy się z A do Londynu (z T. Wells), gdzie miałam trochę czasu dla siebie, więc zabrałam się za pisanie swojej listy marzeń przy kawie.


Później wybraliśmy się na zwiedzanie, wybraliśmy się do China Town, kupiliśmy bilety na Let it be Beatles'ów, i wybraliśmy się na pyszne jedzenie (to najważniejszy punkt :) )





Polecam knajpę Wakamama jest ona połączeniem azjatycko japońskiej kuchni, danie Firecracker to kosmos, szczególnie przypadnie do gustu tym co lubią ostre smaki :) Po jedzeniu mieliśmy chwile więc poszliśmy posiedzieć na placu Piccadilly Circus.



 Tu ja z takim jednym wysokim. Tego dnia dzwonił do mnie szef z pracy, moja bateria w telefonie była na wyczerpaniu a ja głupio bałam się odebrać. Następnego dnia rano oddzwoniłam i okazało się że to była właśnie sprawa transferu do Barcelony. Chyba radośnie coś przeczuwałam.


Muszę sobie taką czapkę. Szef szefów :)


Później kupiliśmy wino i poszliśmy na randkę do teatru. Bardzo lubię The Beatles lecz do samego musicalu mam mieszane uczucia. Druga część była lepsza, pierwszą uratowało jedzenie czekoladowych dropsów w ukryciu :-)


Następnego dnia wybrałam się do Londynu na zakupy, celem strategicznym było Oxford Street, w szczególności Primark.

 



The National Gallery, lubię to miejsce.

Rzuciłam 50gr na Polske. Kto bogatemu zabroni :-)



Z zakupów wróciłam bogatsza o beżowy płaszcz, torebkę, sukienkę, trochę biżuterii i kosmetyków. Tego samego wieczoru mogłam stworzyłam outfit z nowych rzeczy, gdy wychodziliśmy z A na parę drinków, płaszcz i torba były strzałem w dziesiątkę :-) Następnego dzień spędziłam w Tunbridge Wells (w małym miasteczku pod Londynem), gdzie poszłam na spacer po parku, wieczorem oglądając brytyjskiego x factora.


Co mnie wciąż tu zadziwia to biegające po parkach wiewiórki i lisy. Całkiem oswojone.



W Anglii byłam 4 dni i wciąż czuję niedosyt. Chociaż pogoda angielska nie zachwyca to nawet i ona tworzy ten specyficzny klimat. Mam ochotę na więcej podróży do Wielkiej Brytanii. Tam wciąż jest tyle do odkrycia.

2 komentarze:

  1. Zdjęcia z samolotu wyglądają cudownie, teraz jednym z moich celów będzie nocny lot i miejsce przy oknie :) Dobrze że nie jestem jedyną fanką brytyjskiego akcentu który mogłabym słuchać zawsze i wszędzie o każdej porze dnia.

    Pozdrawiam Anka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog! Sama chcę zostać stewardessa ;)

    http://goldenmove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń