poniedziałek, 12 września 2016

Będę.

Kiedyś gdzieś tu.
Byłam.

I wracam. Mam nadzieję że na dłużej. Jest druga w nocy. Jest 12sty września. A ja siedzę i przeglądam swojego bloga. Bloga o którym pewnie już nikt nie pamięta. Przeglądam i wracają wspomnienia tak pięknie utrwalone w zdjęciach i opisach.
I tęsknie. Za pisaniem tu. Za fotografią. Za tym co było kiedyś. Nawet nie wiem.
Ale wracam.

I będę!


sobota, 3 października 2015

Fireworks in Spain, Festa Major

Hej kochani, znów mnie długo nie było ale wiecie jak to jest tu praca, tu coś. No i od niedawna wciągnęłam się w youtube i tam nagrywam różne filmiki. Tak więc zapraszam na mój kanał, tam też możecie znaleźć filmiki z serii 5 rzeczy które zaskoczyły mnie w Hiszpanii czy też o pracy stewardessy i wiele innych. Także zapraszam do oglądania, chociaż wciąż nie mogę oprzeć się wrażeniu że te moje filmiki są po prostu nudne co nie jest dobrym objawem. Ale jeszcze nad tym popracuję. :-)
Ostatnio niewiele się u mnie dzieje, w czwartek A. wyjechał do Anglii na prawie 2 tygodnie i nuda do kwadratu. Nie umiem sobie nic zorganizować, nie mam też motywacji. Jedyne co robię to nagrywam filmiki i je edytuje. Albo wychodzę do sklepu. Wow! A do tego czuję się bardzo samotna (szczególnie wieczorami) nie mam nawet z kim pogadać, brakuje mi mojego faceta, rodziny i przyjaciół. Ale taka jest cena mieszkania za granicą. Z nowinek to zapisałam się niedawno na siłownie, więc mam nadzieję że może tam poznam kogoś z okolicy. No i planuję się zapisać także na kurs hiszpańskiego, wciąż tylko nie wiem czy lepiej wybrać taki internetowy kurs z empiku (gdzie lekcje są nagrywane i w razie gdybym nie mogła uczestniczyć - bo mój plan pracy zmienia się z tygodnia na tydzień) a pomiędzy takim normalnym stacjonarnym kursem gdzieś tutaj. Jeśli macie jakieś doświadczenie z kursami online chętnie dowiem się jakichś opinii.

Ale przechodząc do tematu notki niedawno (a w zasadzie miesiąc temu <ohh well>) odbyła się w Sitges Festa Major czyli taka noc fajorwerków na zakończenie lata, były różne parady i festyny w ciągu dnia a wieczorami pokazy sztucznych ognii. Do mojego faceta przyjechali jego znajomi właśnie na ten tydzień i wynajeli sobie fantastyczne mieszkanko tuż nad samym morzem w centrum miasta. Także wszędzie blisko i super widoki.


W pierwszym dniu ich wizyty postanowiliśmy ich odwiedzić, wypić winko na balkonie i pójść na małą kolację.



Ostatnio mój ulubiony styl ubioru to długie luźne spodnie alladynki i krótkie topy. Mój chłopak uwielbia ten look. Niestety muszę jeszcze popracować nad moim brzuchem :-)



Oczywiście nie obyło się też bez hiszpańskiej zabawy. Ja uwielbiam tańczyć (chociaż średnio mi to idzie) i gdy tylko słyszę muzykę nie umiem przejść obojętnie.


Na zakończenie tygodnia była ta najbardziej huczna noc i największy pokaz fajorwerków, niestety A. był w tym czasie w Angli.. <like always...> tak więc ja postanowiłam wybrać się sama razem z jego znajomymi. 


Na tą noc wybrałam długą czarno-białą sukienkę maxi.


 W miasteczku powoli zaczęło robić się tłocznie, co dziwne było pełno rodzin z malutkimi dziećmi oraz pełno ludzi z psami. Może już są oswojeni do hucznych wybuchów.


My najpierw zdecydowaliśmy się zjeść kolację a później na balkonie obejrzeć cały show.


Tuż przed północą było już naprawdę tłoczno i wcale się nie dziwie ponieważ fajorwerki byly po prostu magiczne.





Po całym pokazie wyruszyliśmy do okolicznych klubów które były przepełnione ludźmi.



Ja zmyłam się już o 3 w nocy jako że następnego dnia musiałam iść do pracy, oczywiście taksówki szukałam chyba z pół godzny. :-) Ale generalnie cała impreza była mega pozytywna i cieszę się że mogłam to wszystko zobaczyć :-)

***

Hej kochani to tyle z mojej relacji, jutro pojawi się także wideorelacja na kanale. Poza tym jesień zawitała do Hiszpanii na dobre a wraz z nią moje pierwsze przeziębienie. Więc siedzę pod kocem i mam nadzieję że do poniedziałku mi to przeminie.
Trzymajcie się cieplutko xxx